Alicja w krainie czarów
Treść
Tym razem chodzi o prawdziwą Alicję Tysiąc, która złożyła skargę do Strasburskiego Trybunału Praw Człowieka przeciwko Polsce, gdyż lekarze odmówili jej zgody na przerwanie ciąży z powodów medycznych. Trybunał Europejski okazał się łaskawy i uznał skargę pani Alicji za uzasadnioną oraz stwierdził, że "Polska naruszyła jej prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego". Na podstawie wyroku pani Alicja dostanie wysokie odszkodowanie w euro. A gdzie są czary? Otóż Europejski Trybunał Praw Człowieka "wyczarował" uzasadnienie dla swego wyroku w art. 8 oraz 3 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Artykuł 8 tej Konwencji, noszący tytuł "Prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego", zawiera dwa punkty: p. 1 - "Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji", oraz p. 2 - "Niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa, z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób". Natomiast art. 3 Konwencji zatytułowany "Zakaz tortur", głosi: "Nikt nie może być poddany torturom ani nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu albo karaniu". Trzeba było mieć niezwykle twórczą wyobraźnię, aby dostrzec niesprawiedliwą ingerencję w sferę życia prywatnego połączoną z nieludzkim i poniżającym traktowaniem w tym prostym i bardzo ludzkim wydarzeniu, że dziecko poczęte bez swej woli i istniejące z niepojętego daru Boga Ojca, chciało się po prostu urodzić. Przecież miało prawo do życia, co stwierdza ta sama Konwencja, miało prawo do bezpieczeństwa prywatnego i publicznego, wynikającego z ochrony porządku i działań polegających na zapobieganiu przestępstwom, miało prawo do ochrony zdrowia i swego prawa wolności. To wszystko jest właśnie w tekście Konwencji. Czy więc to "nieludzkie i poniżające traktowanie" pochodziło od małego i bezbronnego dziecka ukrytego w łonie matki i było może skierowane przeciw pani Alicji? A może przeciwnie - czy to całe nieludzkie i poniżające traktowanie nie pochodziło stąd, że pani Alicja nie kochała swego dziecka i myślała tylko o tym, jak je zabić rękami usłużnych "lekarzy"? Przez tych lekarzy... I tu pokazuje się myślenie, które opiera się na starożytnej mitologii pełnej zabobonów i czarów. Bo pani Alicja jest przekonana, że dziecko, które się w niej poczęło, pochodzi nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak, właśnie za sprawą jakiegoś czaru czy zabobonu. Pewnie jakaś czarownica ją urzekła, czarny kot chodził po dachu jej domu, zakłócając jej prawo do prywatnego życia, jakiś wyjątkowy przeciąg powiał przez pokój, ktoś wrzucił jej do potraw jakieś tajemnicze zioła. I oto stało się coś, co jest źródłem nieludzkich tortur i poniżającego traktowania: począł się człowiek. Począł się CZŁOWIEK! Ale ona tego nie wie i nie rozumie. Szuka ratunku - jak w tamtych czasach - u lekarzy-czarowników, lekarzy-magów, którzy rozporządzają tajemną wiedzą o życiu i śmierci, potrafią za pieniądze zrobić wszystko: uleczyć człowieka lub dotknąć chorobą, człowieka ożywić lub zabić, "zrobić" dziecko lub je zlikwidować - na życzenie. Ale pani Alicja miała pecha: trafiła na lekarzy, którzy czuli się ludźmi i wiedzieli dobrze, że człowiek rozwijający się w łonie matki to także człowiek, któremu przysługują wszystkie te prawa, które zostały skodyfikowane w różnych konwencjach. Tylko ci ludzie ze Strasburga tego nie wiedzą. Pani Alicja nadal jest przekonana, że powinna istnieć w Polsce "aborcja na życzenie", bo "kobieta powinna mieć prawo wyboru" (Onet, 20 marca). Szkoda, że kobieta nie widzi możliwości "wyboru", zanim zdecyduje się na poczęcie dziecka. Bo kiedy dziecko już żyje w jej łonie, powinna się najpierw jego zapytać, jakie ono ma "życzenie", skoro prawo głosu przysługuje wszystkim ludziom. Powinna też zastanowić się, czy jest słuszne, że dziecku nie przyznaje się "prawa wyboru", tylko zmusza się je do przyjęcia wyroku śmierci "na życzenie" kobiety, która nie pomyślała wcześniej, czy dziecko będzie sobie "życzyć" takiego losu i czy będzie chciało posiadać taką matkę, która traktuje je jak śmieć do wyrzucenia, wbrew artykułowi 3 szlachetnej Konwencji. Jak pani Alicja może czuć się dobrze w swoim "życiu prywatnym i rodzinnym", kiedy sumienie jej wciąż przypomina, że chciała stać się morderczynią własnego dziecka? Kto tu właściwie zakłóca spokój i bezpieczeństwo owego "życia prywatnego i rodzinnego"? Czy nie sama pani Alicja, która nie rozumie, jaki jest związek między "życiem rodzinnym" a byciem matką? Dziwny minister zdrowia Ale nie dziwię się pani Alicji. Kobieta często myśli uczuciowo, a wtedy łatwo rozmija się z logiką i rozsądkiem, zwłaszcza że nachalna propaganda feministek i grup proaborcyjnych łatwo popycha kobiety do nieprzemyślanych decyzji. Zdumiewa mnie jednak stanowisko ministra zdrowia, który powiedział, że zgadza się z orzeczeniem Trybunału w Strasburgu (Onet, 21 marca). Minister wyraził przekonanie, że "w Polsce wokół aborcji panuje niedobra atmosfera" i że jest to atmosfera lęku, "która w demokratycznym państwie nie powinna mieć miejsca". Uważa, że lekarz, który nie chce dokonać aborcji "ze względu na własne przekonania", ma obowiązek skierować kobietę do miejsca, "gdzie będzie mogła przeprowadzić dozwolony prawem zabieg". Minister także broni dotychczasowego stanu prawnego w Polsce, nie popierając dążenia do wzmocnienia ochrony prawnej życia w drodze nowelizacji Konstytucji. Minister zdrowia zatem nie ma nic przeciwko temu, by zabijać dzieci poczęte, jeśli przemawiają za tym wskazania medyczne. Wstydzę się za pana ministra i za tych lekarzy, którzy uważają, że wolno zabijać, że zabijanie jest metodą leczenia. Nie rozumieją ani świętości życia ludzkiego, ani godności służby medycznej i nie pamiętają niczego z bogatego nauczania Jana Pawła II. Zapomnieli już pięknego hasła "primum non nocere" i nie pamiętają także innego łacińskiego adagium: "Non sunt facienda mala ut eveniant bona". Trudno doprawdy pojąć, jak poważny lekarz, a nawet minister uważać może, że aborcja to rodzaj terapii zdolnej uwolnić kobietę od choroby. Chyba że uznaje ciążę za "chorobę przenoszoną drogą płciową", jak to niektórzy chcieli zdefiniować w Ameryce. W medycynie istnieją oczywiście sytuacje ryzykowne, w których nie zawsze udaje się uratować życie ludzkie, ale nigdy nie wolno bezpośrednio godzić w życie ludzkie, aby uzyskać pożądany wynik terapeutyczny. Agencja Zenit (19 marca) donosi o pewnej dyskusji we Włoszech, jaka wywiązała się po tym, jak urodził się w wyniku "aborcji" mały chłopczyk (po 22 tygodniach ciąży), jeszcze żyjący, którego można było uratować, gdyby nie zaprzestano zbyt pochopnie czynności reanimacyjnych. Carlo Casini, przewodniczący "Movimento per la Vita", napisał, że chłopczyk mógłby żyć, gdyby nie zaniedbania ze strony ludzi. Stwierdził z powagą, że "mamy do czynienia z kulturą, która przyznaje prawo do życia zdrowym, a odmawia go tym, którzy potrzebują leczenia. Jest to straszna kultura, przeciwko której należy zdecydowanie się przeciwstawić". Alicja a sprawa polska Nie wiem, czy ten sofistyczny i naciągany prawnie wyrok ze Strasburga nie jest jednym z elementów zapowiedzianej przez roszczeniowe środowiska żydowskiej kampanii nękania i prześladowania Polski za to, że jest krajem katolickim i że czasem trzyma się swoich uczciwych tradycji. Daje bowiem do myślenia fakt, że w hiszpańskim piśmie "El Pais" właśnie teraz ukazał się artykuł szkalujący Polskę i zarzucający nam rozmaite przestępstwa przeciwko demokracji i "tolerancji", że "Polska wciąż budzi grozę" w Unii Europejskiej, a zwłaszcza to, że nienawidzi Żydów. Stanowi to stek absurdalnych wymysłów, z którymi nawet nie ma powodu toczyć dyskusji. Jest to jednak artykuł obrażający wprost Polskę i Polaków, podobnie jak stwierdzenie zawarte w orzeczeniu Trybunału Strasburskiego, że Polska nie szanuje praw człowieka. To również jest zarzut oszczerczy i odpowiednie władze polskie powinny zaprotestować przeciw temu w drodze dyplomatycznej. Te zarzuty nadawałyby się do jakiegoś trybunału, ale na razie nie ma takiej instancji, która brałaby w obronę naruszone prawa narodu. W Stanach Zjednoczonych broni się nawet terrorystów i zaciekłych wrogów Ameryki, jak to ma miejsce aktualnie w związku z procesem człowieka odpowiedzialnego za zamach z 11 września (zob. Joseph Klein, "Advocates for Terrorists Rights", FrontPageMagazine.com 20 marca 2007). W tej chwili doszła do mnie wiadomość (Onet, 21 marca 2007), że wicepremier Roman Giertych wysunął wniosek, aby wyrok Trybunału został zaskarżony przez Radę Ministrów. Roman Giertych powiedział, że "akceptacja tego wyroku byłaby czymś skandalicznym, oznaczałaby de facto zgodę na to, że w Polsce mamy aborcję na życzenie". Dodał: "Polska powinna wypowiedzieć umowę nakazującą jej podporządkowanie się wyrokom Trybunału" (z 1 maja 1993). Jest to bardzo słuszne postawienie sprawy. Dlaczego Polska ma być oskarżana i szantażowana z tego powodu, że pewna kobieta uparła się, aby zabić swoje dziecko? W tej samej depeszy zawiera się ważna informacja dotycząca stanu zdrowia tego dziecka, któremu udało się ostatecznie uniknąć aborcji: za to wpadło w chorobę określaną jako "syndrom poaborcyjnego ocaleńca" (surviver's syndrom). To brzemię dziecko będzie dźwigać całe życie, być może pokutując za matkę. Jest niezwykle ważne, aby Polska obroniła swoje samodzielne i suwerenne stanowisko w aktualnych strukturach Unii Europejskiej. Ta walka jest być może potrzebna dla całej Europy, chorującej na utratę własnej tożsamości. Cała filozofia Unii Europejskiej jest nastawiona na to, aby o takich sprawach jak naród i prawa narodu jak najszybciej zapomnieć i popierać tylko indywidualne "prawa i wolności", które są zresztą opacznie rozumiane, w duchu filozofii subiektywizmu i relatywizmu. Koniecznie cały ten problem powinien stać się przedmiotem debaty w parlamencie. Zwłaszcza że już następna skarga została skierowana przeciw Polsce, mianowicie skarga Komisji Europejskiej w sprawie Rospudy. Jeżeli - według Konwencji - nie wolno naruszać czyjegoś życia prywatnego, to tym bardziej jakim prawem ktoś w Europie ma decydować o wewnętrznych sprawach naszego państwa? Rząd Polski powinien w tej kwestii zdobyć się na jasne i zdecydowane stanowisko, jak to proponuje Roman Giertych. Co z Europą? Zdrowy rozum mówi, że najpierw trzeba ochraniać nasze własne prawa, a potem zastanawiać się, czy brać na poważnie prawa europejskiej biurokracji, która nie bierze na serio ani prawdy, ani moralności, ani kultury, ani historii, ani tożsamości Europy. Z okazji 50. rocznicy podpisania traktatu rzymskiego odezwały się ostrożne głosy zastanawiające się nad przyszłością Europy. Z okazji tej rocznicy został zwołany Kongres Konferencji Episkopatów Europejskiej Wspólnoty (w Rzymie) i padły głosy wzywające do "powrotu do ducha, ideałów i nadziei ojców założycieli" (EWTNews, 22 luty 2007). Georgio Salina, prezes Stowarzyszenia Europejskiej Fundacji, formułował postulaty pod adresem przyszłości Europy. Usiłował połączyć w "demokratycznej współpracy" wszystkie religie, filozofie i kultury należące do historii Europy. Niewątpliwie słuszne jest jego zdanie, że "bez tradycji i historii mamy Europę pozbawioną duszy, Europę, która nie rozpoznaje swej tożsamości. A nie ma przyszłości bez świadomości tego, kim się jest". Jednak z tych ogólnych haseł wynika niewiele konkretnych rozstrzygnięć. Na uwagę zasługuje także wywiad z ojcem Jesusem Villagrasa, wykładowcą filozofii na Papieskim Uniwersytecie "Regina Apostolorum" (Zenit, 19 marca 2007). Ojciec Villagrasa jest autorem książki opublikowanej w Rzymie (2006) pt. "Drzewo i warsztat. Twórcza wierność wobec chrześcijańskich korzeni Europy". Autor ukazuje m.in. fakt, w jaki sposób pod wpływem nacisków europejskiej lewicy nastąpiło odejście od chrześcijańskiej wizji jedności europejskiej. Analizuje znaczenie kolejnych traktatów nadających konkretny kierunek jednoczenia się państw europejskich aż do stanu obecnego, kiedy to jesteśmy świadkami kryzysu konstytucji UE. Ojciec Villagrasa wyraźnie odróżnia przejawy pastoralnej troski o proces jednoczenia się Europy od czynnika ideologii politycznej, który temu procesowi nadaje konkretny kierunek. W obecnej chwili jednak ten kierunek jest niejasny. "Jeśli nie jest jasne, czym jest Europa i czym chce być Unia Europejska, jeśli się nie zna tożsamości i nie określa się jasno przedmiotu dążenia, budowa Europy jest pozbawiona fundamentów i dlatego nie ma przyszłości. Jan Paweł II powiedział, że korzenie chrześcijańskie są dla Europy podstawową gwarancją jej przyszłości. Trzeba znać przeszłość, aby zaplanować dziś budowanie przyszłości. Uznanie genezy, korzeni historycznych i kulturalnych Europy, tego wszystkiego, co uczyniło z Europy rzeczywistość jedyną i różną od innych, to wszystko powinno było zostać wpisane w podstawowy tekst, jakąś preambułę traktatu, w taki sposób, by budziło pragnienie przynależności do Europy. Jednak to się nie stało, ponieważ nie chciano uczynić wzmianki o chrześcijaństwie. W książce rozwijam szerzej ten problem". W obronie chrześcijańskiego dziedzictwa Europy Na końcu swego wywiadu ojciec Villagrasa przypomniał ważne przemówienie Benedykta XVI z 30 marca 2006 "W obronie chrześcijańskiego dziedzictwa Europy" (L'Osservatore Romano wyd. pol., nr 8, 2006, s. 19-20). Pozwolę sobie przytoczyć nieco inny fragment niż ten, który zacytował o. Villagrasa: "Jeśli chodzi o Kościół katolicki, zasadniczym celem jego wystąpień na arenie publicznej jest ochrona i uświadamianie godności osoby ludzkiej, toteż świadomie zwraca on uwagę na zasady, które nie mogą być przedmiotem negocjacji. Wśród owych zasad dziś są szczególnie ważne następujące: ochrona życia we wszystkich jego fazach, od chwili poczęcia do naturalnej śmierci; uznanie i propagowanie naturalnego modelu rodziny, jakim jest związek mężczyzny i kobiety oparty na małżeństwie, oraz ochrona tego modelu przed próbami zrównania go w prawach z radykalnie odmiennymi rodzajami związków, które w istocie rzeczy osłabiają rodzinę i przyczyniają się do jej destabilizacji, przysłaniając jej szczególny charakter i utrudniając postrzeganie jej niezastąpionej roli społecznej; ochrona prawa rodziców do wychowywania własnych dzieci". "Zasady te" - mówił dalej Benedykt XVI - "nie są prawdami wiary, choć oczywiście wiara jest dla nich dodatkowym oświeceniem i potwierdzeniem; są one wpisane w samą naturę człowieka, a zatem wspólne dla całej ludzkości. Działania Kościoła na rzecz krzewienia owych zasad nie mają zatem charakteru religijnego, ale dotyczą wszystkich ludzi, niezależnie od tego, jakie jest ich wyznanie. Działania te są tym bardziej konieczne, im częściej owe zasady są odrzucane bądź źle rozumiane, mamy bowiem wówczas do czynienia z podważaniem prawdy o osobie ludzkiej oraz poważnym naruszeniem samej sprawiedliwości" (s. 20). Nie pierwszy to raz różne struktury Unii Europejskiej naruszają lub zniekształcają podstawowe prawdy i prawa osoby ludzkiej oraz rodziny ludzkiej, wbrew temu, co nieustannie głosi Kościół katolicki. Wsparci światłem, jakie płynie ze Stolicy Piotrowej - niezależnie od tego, jakie imię nosi każdy kolejny Piotr - powinniśmy bronić naszej polskiej kultury i naszej duchowej tożsamości, ożywianej i odnawianej w naszym Narodzie z taką troską i wytrwałością przez Jana Pawła II, niestrudzonego obrońcę życia i godności osoby ludzkiej, promotora i apostoła rodziny, głosiciela świętości Ewangelii rodziny. Nie dajmy się znowu zepchnąć (po długim okresie komunistycznego barbarzyństwa) w nowy okres "oświeconego" barbarzyństwa promowanego z uporem przez różne formacje Unii Europejskiej. Musimy wrócić do pełnej prawdy naszej chrześcijańskiej tożsamości, jeśli chcemy, by Polska miała przyszłość. Bo "Europa" już tę przyszłość przegrała. ks. prof. Jerzy Bajda, "Nasz Dziennik" 2007-03-23
Autor: ea