Miraż polityki prorodzinnej
Treść
Rząd wezwał do debaty nad kształtem polityki prorodzinnej, przedstawiając jednocześnie jej zarys. Mimo że kryzys polskiej rodziny, wyrażający się w dramatycznym spadku urodzeń, pauperyzacji rodzin wielodzietnych, szybkim wzroście rozwodów, wzroście urodzeń dzieci pozamałżeńskich, spadku wychowawczej roli rodziny, opóźnianiu decyzji o zawarciu małżeństwa, wzroście związków koabitacyjnych, zwiększeniu liczby osób niezawierających małżeństw (tzw. singli) itp., prowadzi już w perspektywie życia jednego pokolenia do całkowitego załamania społecznego, w tym krachu systemu emerytalnego i zapaści gospodarczej, to do tej pory fundamentalne zagrożenie nie spotkało się z dostateczną odpowiedzią ze strony państwa.
Zaprezentowany przez rząd projekt polityki prorodzinnej nie jest adekwatną odpowiedzią na ten kryzys. Jest raczej próbą zamarkowania, że rząd stara się realizować swój program wyborczy, niż próbą przezwyciężenia zapaści.
Otóż źródeł tej pozorowanej polityki prorodzinnej należy szukać w dwóch płaszczyznach. Pierwsza to fałszywa diagnoza rzeczywistości, druga to względy wyborcze, próba utrzymania własnej wiarygodności politycznej.
Nie tędy droga
W uzasadnieniu do programu polityki prorodzinnej czytamy, że główną przyczyną odraczania bądź rezygnacji z rodzicielstwa jest obawa kobiet przed utratą pracy. Tak deklaruje 62 proc. badanych kobiet. Z tego rząd wyciąga wniosek, iż zasadniczą przyczyną kryzysu demograficznego jest sytuacja na rynku pracy. I stąd generalny kierunek programu, czyli podjęcie działań na rzecz zawodowej aktywizacji kobiet. W tym aspekcie proponowane rozwiązania są zgodne z realizacją europejskiego projektu wzrostu zatrudnienia kobiet, wyrównywania ich szans na rynku pracy, stąd propozycja potrzebnych ułatwień dla kobiet posiadających dzieci. Rozwój sieci przedszkoli i przyzakładowych żłobków oraz zwolnienia przedsiębiorców ze składki na fundusz pracy przy zatrudnianiu pracujących matek z małymi dziećmi mają ułatwić kobietom powrót do pracy po urodzeniu dziecka, a przedsiębiorców skłonić do zaprzestania ich dyskryminacji przy przyjmowaniu do pracy. Nie ulega wątpliwości, że wszelkie działania zmierzające do likwidowania dyskryminacji pracy kobiet, zwłaszcza matek, to dobre rozwiązania, ale należy je traktować raczej jako element polityki zatrudnienia, a nie polityki prorodzinnej. Bowiem polityka prorodzinna to przede wszystkim działania zmierzające do wyrównywania szans pomiędzy rodzinami posiadającymi dzieci a bezdzietnymi, zapobiegając ekonomicznej dyskryminacji na skutek posiadania dzieci.
Otóż badania, na które powołuje się rząd, a które informują o groźbie utraty pracy, złych warunkach mieszkaniowych, braku państwowego wsparcia dla edukacji dzieci, obawie przed obniżeniem się poziomu materialnego życia, mówią o czymś więcej. Stwierdzają fakt, iż najuboższymi grupami społecznymi są rodziny młode i rodziny wielodzietne. Średni dochód rodziny na osobę z jednym dzieckiem wynosi w Polsce ponad 867 zł, z dwojgiem dzieci - 644 zł, z trojgiem - 472 zł, zaś z czworgiem już tylko około 355 zł, to znaczy, że na członka rodziny posiadającej czworo dzieci przypada niewiele więcej niż 10 zł dziennie na całe utrzymanie. Te dane pokazują bardzo wyraźnie, że pierwotnym motywem obaw przed utratą pracy jest lęk przed dramatycznym pogorszeniem się standardu życia. Wskaźniki te odnoszą się do wszystkich rodzin. Rodziny młode są w równie dramatycznej, a często jeszcze gorszej, sytuacji. Urodzenie dziecka przy zarobkach męża rzędu 1000-1500 zł, a dla większości młodych ludzi takie są zarobki, w sytuacji decyzji żony pójścia na urlop wychowawczy oznacza często zwykłą biedę. Dlatego też z tych danych statystycznych należy wyciągnąć głębszy wniosek, niż czyni to rząd.
Przede wszystkim dłuższe urlopy
Otóż zasadniczą, choć nie jedyną, przyczyną spadku dzietności polskich rodzin jest ich dramatyczna sytuacja materialna. Postulat ułatwień pracy kobiet to tylko częściowa, i to nie najważniejsza, forma odpowiedzi na kryzys demograficzny. Najistotniejsze jest materialne wsparcie młodych rodzin i rodzin wielodzietnych. Badania postaw rodzicielskich polskich kobiet wskazują, że usunięcie barier materialnych spowodowałoby wzrost dzietności statystycznej rodziny do poziomu 2,33 z obecnego poziomu 1,25, czyli wyraźnie pokolenie dzieci byłoby większe od pokolenia rodziców. Można i należy to robić w wieloraki sposób. Fundamentem rzeczywistej, a nie pozornej polityki prorodzinnej jest zatem materialne wsparcie rodzin. Pierwszą formą jest wydłużenie płatnych urlopów macierzyńskich. Żeby młoda rodzina łatwiej mogła zdecydować się na posiadanie potomstwa, powinna mieć gwarancje, że w newralgicznym okresie rozwoju małego dziecka, jakim jest niemowlęctwo, matka może przy nim pozostać bez obawy dramatycznego pogorszenia standardu życia. Przywrócenie urlopu macierzyńskiego do 6 miesięcy powinno być uzupełnione o kolejne 3 miesiące przy urodzeniu drugiego dziecka i trwać 12 miesięcy przy urodzeniu trzeciego i następnego dziecka. Koszt wydłużenia urlopów macierzyńskich do 6 miesięcy, to około 600 mln zł przy obecnym poziomie urodzeń. Dalsze wydłużenie nie powinno kosztować więcej niż 500-800 mln złotych. Razem jest to ok. 0,5 proc. budżetu. Wprowadzenie całego projektu można rozłożyć na trzy lata. Tymczasem nic bardziej nie świadczy o pozorowanych propozycjach rządowych, jak propozycja wydłużenia urlopu macierzyńskiego o dwa tygodnie co dwa lata, tak że ich poprzedni poziom zostałby przywrócony dopiero w 2014 roku. Przypominam, że 6-miesięczny urlop wprowadził rząd Jerzego Buzka.
Ulgi na dzieci
Drugi fundamentalny filar polityki prorodzinnej to ulgi podatkowe. Mogą one być zrealizowane w różny sposób. Propozycje rządowe zakładają, że w tym roku ulga wyniesie 16 zł na dziecko, w wyborczym roku 2009 - 25 zł, a w 2013 - 41 złotych. Najłatwiej ulgi mogą być wprowadzone w postaci kwoty wolnej od podatku, ale musi być to suma odczuwalna. Znacznie korzystniejsze rozwiązania przewidywał program wyborczy PiS. Zakładał on ulgi w PIT: na pierwsze dziecko - 50 zł, na drugie - 100 zł, na trzecie - 200 zł, na czwarte i następne - 400 złotych. Zakres przewidywanych ulg uzupełniony przez analogiczne świadczenia dla tych, którzy nie rozliczają się z PIT (rolnicy) wydatnie przyczyniłby się do poprawy sytuacji materialnej rodzin i przezwyciężenia kryzysu demograficznego. Program zakładał, że proponowane zmiany w podatkach zastąpiłyby skomplikowany i nieefektywny system zasiłków rodzinnych. Ponieważ ulgi podatkowe w zależności od proponowanego zakresu są znacznie kosztowniejsze, mogą być wprowadzane sukcesywnie, ale muszą być ekonomicznie odczuwalne.
I wreszcie trzeci fundament polityki prorodzinnej, czyli zmiana nastawienia wobec rodzin wielodzietnych. Rodziny wielodzietne to prawdziwe bogactwo każdego narodu. To dzieci z tych rodzin będą w przyszłości pracować na nasze emerytury, to one będą łagodzić skutki kryzysu ekonomicznego, który nas dotknie, jeżeli nie przezwyciężymy kryzysu demograficznego. Dziś elementarnym wyrazem sprawiedliwości jest wsparcie materialne tych rodzin. Przede wszystkim wsparcie ich edukacji i rozwoju intelektualnego, lecz także pomoc materialna. Matkom, które wychowują pięcioro czy sześcioro dzieci, powinien przysługiwać specjalny zasiłek. W sytuacji gdy koszt utrzymania dziecka w przedszkolu wynosi 1,5 tys. zł, podobnie w żłobku, to przyznanie specjalnych zasiłków dla matek w rodzinach wielodzietnych byłoby racjonalizacją finansowania wychowania dzieci. Trzeba także wprowadzić emerytury dla matek rodzin wielodzietnych i uzależnić ich wysokość od liczby dzieci.
Nie zmarnować potencjału demograficznego
Bez materialnego wsparcia młodych rodzin i rodzin wielodzietnych nie ma szans na przezwyciężenie obecnego kryzysu demograficznego, choć także trzeba pamiętać o konieczności przezwyciężenia uprzedzeń społecznych w stosunku do wielodzietności. Propozycja rządowa przewiduje z jednej strony ułatwienia dla kobiet na rynku pracy, z drugiej zaś - jest próbą zminimalizowania kosztów polityki prorodzinnej. Program wyborczy PiS przewidywał przeznaczenie na ulgi podatkowe 6 mld zł plus ok. 2 mld zł na zasiłki rodzinne zwłaszcza dla tych, którzy nie rozliczają się z podatku dochodowego (rolnicy). Tymczasem obecna propozycja rządu przewiduje wydatki rzędu 600-700 mln zł, tj. 0,3-0,4 proc. wydatków budżetowych. Suma tych wydatków pokazuje rzeczywisty charakter polityki rządu. We Francji, która w ubiegłym roku po raz pierwszy przywróciła po 30 latach prostą odtwarzalność pokoleń, na politykę prorodzinną przeznacza się 2 proc. PKB. W Polsce oznaczałoby to dodatkowy wydatek ok. 11 mld złotych. We Francji dzięki tym wydatkom zażegnano groźbę skutków kryzysu demograficznego. W Polsce te 600-700 mln wystarczy być może dla wytworzenia medialnego obrazu rządu jako przyjaznego rodzinie, ale nie wystarczy do rzeczywistych zmian postaw społecznych. Bez pożegnania z iluzją, której hołduje rządowy projekt polityki prorodzinnej prowadzonej w sposób faktycznie bezkosztowy, zaprzepaści się ostatni moment odwrócenia tendencji demograficznych, związany z wkraczaniem w okres prokreacyjny miniwyżu początku lat 80. Program rządowy to rezygnacja z PiS-owskiego programu wyborczego i zastąpienie go jedynie public relation. Ale to oznacza, że rząd rezygnuje ze zmierzenia się z największym zagrożeniem, jakie stoi przed naszym Narodem, i skazaniem nas na powolną degradację w Europie. Dziś bowiem naszym największym atutem w Europie jest potencjał demograficzny. To on wyznacza pozycję Polski w świecie. Ale dziś już nawet nie możemy porównywać się z Hiszpanią, którą obecnie zamieszkuje 44 mln mieszkańców. Co więcej, kryzys demograficzny poprzez szybki wzrost liczby emerytów (w ciągu 20 lat o ok. 60 proc.) i spadek roczników wkraczających na rynek pracy (o ok. 40 proc.) wraz z emigracją zarobkową skazują naszą gospodarkę na gwałtowny wzrost pozapłacowych kosztów pracy, zablokowanie wzrostu gospodarczego, krach systemu emerytalnego i trwałą deprecjację aktywów trwałych.
Dziś kluczem do rozwoju gospodarczego jest przezwyciężenie demograficznego kryzysu. Jest to najważniejszy priorytet w polityce narodowej. Bez przezwyciężenia zapaści demograficznej wszelkie próby poprawy polskiej gospodarki, jej konkurencyjności czy zdynamizowania wzrostu w perspektywie kilkunastu lat zostaną zmarnowane. Ten, kto tego nie rozumie lub nie chce zrozumieć, sprzeciwia się przyszłości naszego Narodu.
Marian Piłka, "Nasz Dziennik" 2007-05-23
Autor: ea