Zmieścić się w limicie
Treść
31 marca kończy się kolejny rok kwotowy dla producentów mleka. Jeśli ktoś przekroczy przyznany limit produkcji, znowu będzie musiał płacić kary. Dlatego rolnicy starają się dokupić brakującą kwotę mleczną od tych właścicieli gospodarstw, którzy zrezygnowali z hodowli krów. Ale trzeba się liczyć ze sporymi wydatkami, bo cena litra mleka kosztuje w niektórych regionach nawet powyżej złotówki. Co prawda Agencja Rynku Rolnego w ubiegłym roku sprzedała rolnikom dodatkowe kwoty mleczne w wysokości około pół miliona litrów, ale dla części producentów i ten powiększony limit może się okazać zbyt mały. Powód jest bardzo prosty: niektórzy rolnicy jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej zainwestowali w swoje gospodarstwa, kupując jałówki nowych, lepszych ras mlecznych. I krowy teraz akurat zaczynają dawać najwięcej mleka. A ponieważ w poprzednich latach rolnicy mieli niedużą produkcję, otrzymywali także niskie limity mleka w 2005 i 2006 roku. I są teraz zmuszeni do kupowania kwot mlecznych na wolnym rynku. Ceny limitów mlecznych są zróżnicowane w zależności od regionu. Tradycyjnie najdrożej jest w takich województwach jak podlaskie czy mazowieckie, gdzie też występuje największa koncentracja gospodarstw i zakładów mleczarskich. Wśród ofert sprzedaży kwot mlecznych na Podlasiu można znaleźć i takie, gdzie litr mleka wyceniono na 1- -1,2 zł. Jeśli więc rolnik chce kupić np. 2 tys. litrów, będzie musiał wydać nawet prawie 2,5 tys. złotych. Chyba, że w trakcie negocjacji uda mu się zbić nieco cenę, co bardzo często się udaje. - To jest moja cena wywoławcza i mogę ją nieco opuścić, ale niewiele - powiedział nam jeden z rolników z okolic Olsztyna, który wystawił na sprzedaż około 2 tys. litrów mleka. Za każdy litr chciałby dostać od potencjalnego nabywcy nieco ponad złotówkę. Z kolei np. w województwie świętokrzyskim większość ofert sprzedaży limitów produkcji mleka oscyluje między 70 a 90 groszy za litr. Podobnie jest też w województwie śląskim. Także rolnicy składający oferty zakupu mleka ogłaszają ceny wywoławcze na podobnym poziomie. Zdaniem specjalistów, proces koncentracji produkcji mleka będzie w dalszym ciągu postępował. W niektórych regionach w ostatnich 2-3 latach liczba gospodarstw sprzedających mleko do mleczarni spadła o kilka tysięcy, ale globalna produkcja tego surowca się nie zmieniła. To zaś oznacza, że w tych gospodarstwach, które wciąż działają, wzrosła przeciętna ilość produkowanego mleka. Są już tereny, gdzie rozwój gospodarstw mleczarskich jest hamowany przez brak wolnej ziemi. A bez odpowiedniego areału ziemi niemożliwe jest utrzymanie stada krów, bo rolnicy potrzebują nie tylko pastwisk dla zwierząt, ale także ziemi do uprawy roślin z przeznaczeniem ich na pasze. Z drugiej strony, niektórzy drobni hodowcy bydła, którzy sprzedają swoje kwoty mleczne, zaczynają handlować mlekiem w sprzedaży bezpośredniej bądź zużywają je na własne potrzeby. Inni zamiast utrzymywania krów mlecznych rozpoczynają starania o zakup bydła mięsnego, czemu sprzyjają korzystne ceny wołowiny w skupie i dobre perspektywy, jakie rysują się przed tym sektorem. Marek Kalita, "Nasz DZiennik" 2007-03-06
Autor: ea